Śmierć fotografa ślubnego

Fotograf ślubny – Andrzej Petelski – nie żyje. Podejrzewane jest morderstwo. Ostatnio na zleceniu widoczny był w październiku zeszłego roku. Nic wówczas nie zwiastowało tragedii. Dziś wiadomo, że odszedł z zawodu, przegrywając walkę z konkurencją, przepisami i klientami. To bolesna strata – szczególnie dla samego zainteresowanego, który pewnego wieczoru uznał, że walka z wiatrakami i kopanie z końmi, to nie są zajęcia, które go szczególnie pociągają.

Od lat zajmując się różnymi dziedzinami fotografii (ślubnej również) i osiągając mniejsze lub większe uznanie u odbiorców zacząłem obserwować stopniowe obumieranie mojej ukochanej sztuki. Może nie w sensie zamiłowania do robienia zdjęć, ale do zawodu, czyli gospodarczej działalności, która w założeniu powinna być dochodowa i pozwolić na normalne życie. Świat technologicznie galopuje w straszliwym tempie oferując coraz to doskonalsze urządzenia do rejestracji obrazów wraz z obietnicą zostania fotografem przez sam fakt zakupu aparatu. Człowiek obsługujący współczesne lustrzanki staje się jedynie dodatkiem do milionów pixeli, dodatkiem coraz bardziej traktowanym jedynie jako bezduszny dostarczyciel gotówki dla koncernów produkujących sprzęt fotograficzny.

10861131_949616355067357_4691687565560690224_o

Wiele czynników doprowadziło mnie do tej trudnej i smutnej decyzji odejścia od fotografowania uroczystości ślubnych. Spisałem je, aby się przekonać, czy postanowienie o rezygnacji nie jest podjęte zbyt pochopnie i emocjonalnie. I tak naprawdę, czy zostałem zamordowany z zimną krwią, czy może jednak popełniłem samobójstwo…

jeziorko

Furtka dla bezrobotnych.

Fotograf ślubny, to obok kamerzysty, najpopularniejszy „zawód”, jaki chcą uprawiać ludzie bezrobotni, którzy wnioskują do Urzędów Pracy o dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej. I urzędy takie dotacje przyznają (i przyznawały!) w ilościach absurdalnych. Żyć – nie umierać! Dostajesz kasę na zakup sprzętu i rok minimalnego ZUS-u. Nikt nie sprawdza, czy potrafisz robić zdjęcia. Liczą się tylko jakieś (w większości lewe) kwitki poświadczające twoje umiejętności zawodowe plus znaleziony w necie i przerobiony na własne potrzeby biznesplan. W ten prosty sposób państwo polskie poprzez durnotę ustawodawców i urzędników z premedytacją zabija prawdziwych zawodowców obecnych jeszcze na rynku. Nie jestem w stanie konkurować z małolatem, którego koszt prowadzenia działalności to 525 zł miesięcznie, w momencie, gdy mnie sam ZUS kosztuje prawie 1200. Ktoś powie, że tak dobrze mają oni jedynie przez rok, a potem to już muszą działać jak wszyscy. Otóż nie – nie muszą, gdyż mogą albo zamknąć działalność na amen, nie ponosząc z tego tytułu żadnych dotkliwych zobowiązań, i zacząć poszukiwanie dotacji na działalność innego typu, albo zamknąć i mając jako tako obeznany rynek – przejść do szarej strefy, która w tym zawodzie jest chyba największa. Podsumowując: został takiemu „fotografowi” sprzęt z dotacji, za który nie musi zwrócić złamanego grosza oraz możliwość bezkarnego sprzedawania swoich usług za cenę dużo niższą niż ta, która wynika z prostej kalkulacji biznesowej – oczywiście opartej o obowiązujące przepisy karno-skarbowe. Tak właśnie zabija się doświadczoną konkurencję, która nie jest w stanie nawet zbliżyć się do cen oferowanych przez dotowanego.

Dziękuję urzędnikom za zamordowanie mnie.

1174854_679474422081553_257646601_n

Świadomość klienta.

Coś takiego występuje coraz rzadziej. Kierowanie się wyborem fotografa ślubnego na podstawie jego zdjęć i dostępności terminu staje się tak samo archaiczne jak fotografowanie na kliszy. Być może w dużych ośrodkach takich jak Warszawa, Gdańsk, Kraków klienci wysyłając zapytanie robią to po wnikliwym zapoznaniu się z portfolio fotografa. Być może…. U mnie, na moim kochanym Podlasiu, gdzie bieda aż piszczy, w 95% dostaję mailowe zapytanie z jedny tylko zdaniem: „Ile u Pana kosztują zdjęcia ślubne?” Zaraz ktoś zarzuci mi, że naginam rzeczywistość, bo takie pytanie można przecież zadać po zapoznaniu się z portfolio! Niestety. Tak myślących muszę rozczarować. Nie jest tak, o czym świadczy przeprowadzony przeze mnie pewien eksperyment. Otóż podałem w swojej internetowej ofercie konkretną cenę za standardowy pakiet ślubny – cenę zbliżoną do ceny, jaką miałem jeszcze dwa czy trzy lata temu przy szczelnie wypełnionym kalendarzu. Od tego momentu ilość zapytań spadła do zera. Do ZERA. Czyli jednak podstawowym kryterium jest: nie JAK, a ZA ILE. I błagam nie mówcie, że połączenie mojego portfolio z wysokością ceny odstrasza klientów. To znaczy co? Przestałem umieć robić zdjęcia? Bo jak pisałem wcześniej, przy takim portfolio jeszcze jakiś czas temu mogłem spokojnie poświęcać się pracy mając zapełniony grafik.

10382088_860369167325410_15960537789439033_o

Zawsze sądziłem, że to klient bogaty jest klientem roszczeniowym, wiadomo: płaci – wymaga. Okazuje się, że teraz roszczeniowość w większym stopniu dotyczy klientów ubogich (lub cwanych!), którzy targują się o przysłowiowe 5 złotych. Najlepiej, aby na płycie były obrobione wszystkie zdjęcia z czego trzysta wydrukowanych w dużym formacie, a pięćset w mniejszym. Do tego zamknięta galeria w internecie, prezentacja multimedialna i fotoalbum. Mile widziane duże formaty pojedynczych zdjęć dla rodziców oraz możliwość otrzymania wszystkich RAW-ów…. Godziny pracy? Oczywiście od samego rana (od makijażystki) po tort – czyli gdzieś do 2 w nocy następnego dnia (lekko licząc z np. godzinnym dojazdem wychodzi nawet 17 godzin). A! Byłbym zapomniał! Plener! Kolejnych parę godzin innego dnia i do tego coraz częściej z żądaniem przynajmniej 3 różnych lokalizacji, nieczęsto dość znacznie od siebie oddalonych. Jeżeli ktoś potrafi w takich warunkach zachować pełną kreatywność i niepowtarzalność – gratuluję i podziwiam.

Dziękuję moim niedoszłym klientom za zamordowanie mnie.

10321790_833992833296377_7947655950908810271_o

Uczciwa konkurencja

Znam wielu znakomitych fotografów ślubnych. Nie dość że zawodowcy w każdym calu, to jeszcze moi dobrzy koledzy. Gdyby nasz zawodowy świat składał się z takich ludzi, to problem, który opisuję byłby marginalny. Ale niestety tak nie jest. Z moich obserwacji rynku wynika, że większość oferujących usługi fotografii ślubnej, to przysłowiowi pstrykacze i fotoziutki. Młodzi najczęściej ludzie, którzy nie mają najmniejszego pojęcia o fotografii. Obca jest im wiedza dotycząca kadru, kompozycji, postprodukcji….. Zależności pomiędzy czasem, czułością a przysłoną to dla nich czarna magia. Zazwyczaj kupują najtańsze lustrzanki z plastikowymi obiektywami, ustawiają zielony prostokącik pełnej automatyki, zapinają na sanki lampę z palnikiem na wprost i…. jazda na zlecenie! Tacy fachowcy na Podlasiu są już „do wzięcia” za 400-500 złotych za pełny reportaż ślubny! Można zastanowić się czy przyszli klienci nie obejrzeli dorobku wybranego „fotografa”, że zdecydowali się powierzyć mu ten jeden z ważniejszych dni w życiu? Otóż bardzo często portfolio takich fachowców składa się z fotografii ukradzionych w sieci lub kupionych w bankach zdjęć. Poza tym – tu jeszcze kamyczek do klienckiego ogródka – współczesny młody człowiek – klient – w większości NIE ZNA SIĘ na fotografii! Nie potrafi odróżnic dobrego zdjęcia od szmiry i tandety, którą oferują fotoziutki. Czy jestem w stanie wygrać z taką „konkurencją”? Mogę próbować jakością, ale jak pisałem wcześniej jakość to cena, którą trzeba zań zapłacić. A jeżeli niewyrobiony klient patrzy przede wszystkim na cenę a nie na fotografię – to najnormalniej nie mam szans w tym pojedynku. Gdybym żył w kraju, gdzie szanuje się kogoś, kto uczciwie płaci ZUS i podatki, a ściga się tych, którzy okradają Polskę – problem tandeciarzy fotograficznych byłby marginalny i bez wpływu na pracę profesjonalistów. Wyłapanie i ukaranie lewizny gospodarczej, to naprawdę prosta sprawa. Trzeba tylko chcieć.

Konkurencja jest dobra i potrzebna, gdyż generuje rozwój i podniesienie jakość świadczonych usług. Ale konkurencja uczciwa – a nie to, co wyprawia się obecnie.

Dziękuję „konkurencji” za zamordowanie mnie.

936494_646237748738554_605871297_n

Przez kilka dobrych lat wykonując zlecenia ślubne przeżyłem wiele wspaniałych chwi. Spotkałem naprawdę wartościowych młodych ludzi, zrealizowałem dziesiątki sesji narzeczeńskich, ślubnych i plenerowych, stałem się niejako członkiem rodziny moich Nowożeńców. Niejednokrotnie fotografowałem chrzciny ich dzieci, widziałem jak ich miłość rozwija się, jak stają się dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Jestem dumny, że to właśnie mnie wybrali na swojego fotografa ślubnego. Dali mi coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze: wspaniałe wspomnienia i wdzięczność za dobrze wykonaną pracę.

10865687_970928872936105_7900290889271636818_o

Fotografia była, jest i będzie jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Nadal zamierzam oddawać się pasjii fotografowania ludzi. Tylko to może uchronić mnie od zniechęcenia i wypalenia. Tylko to jest ratunkiem przed bylejakością otoczającego mnie świata i większości jego mieszkańców. Wiem, że pisząc te słowa staję się dla wielu wrogiem, ale świadomie godzę się na to, gdyż dla miernoty, tandety, szmiry i małości wolę być wrogim niż przyjacielem.

1236993_672989529396709_931996251_n

Głosząc wszem i wobec moją śmierć jako fotografa ślubnego nie oczekuję ani wieńców ani apeli o zmianę decyzji. Nie potrzebuję też żadnego utwierdzenia w tej decyzji, gdyż znam swoją wartość i nie mam problemów z samooceną. Po prostu nie jestem typem człowieka, który musi zadowolić wszystkich i być dla wszystkich przyjacielem, bratem czy kochankiem. Z wiekiem zacząłem stawiać na jakość – również w stosunkach międzyludzkich – więc jeżeli ktoś nie potrafi tego zrozumieć i zaakceptować – niech nie czuje się zaproszony do mojego życia. Postanowiłem z tych lat, które mi jeszcze pozostały, wycisnąć jak najwięcej treści. Chcę podejmować decyzje wynikające z mojego rozumienia świata, a nie dlatego, ze tak wypada, albo tego oczekuje klient. Stawiam znak równości pomiędzy każdym człowiekiem. Szanując innych – wymagam szacunku dla siebie. Pieniądz za bardzo zdominował współczesny świat. Nie wolno pozwolić, aby zdominował nasze życie. To duchowe również.

10575222_883180068377653_8352300140871998097_o